środa, 16 grudnia 2009



chyba najlepsze show jakie mozna zrobić z MA

sobota, 5 września 2009

I OBÓZ RYOKU DOJO, CZERWONA WOLA 2009, PODEJŚCIE DRUGIE

Przedostatni weekend sierpnia zawodnicy Ryoku Dojo Golden Team wraz z przyjaciółmi postanowili spędzić w lesie gdzie przy treningach, śpiewie i zabawie żegnali lato i robili pierwsze przygotowania do nowego sezonu. Bladym świtkiem około południa odbył się pierwszy trening- wytrzymałościowy, w którym dzielni zawodnicy pokonywali odcinek ponad 4km. Po porannym dżogingu i śniadaniu zawodnicy wybrali się nad pobliski Zalew gdzie poddawali się wodnym atrakcjom. Po pysznym obiedzie przygotowanym przez Kingę, Hanuśkę i Radka odbył się wieczorny, techniczny trening, w którym oprócz powtórek z dźwigni, ćwiczyliśmy również z bokenami. Nie odbyło się bez „zabaw” w parterze oraz sparingów, które niektórzy zapamiętają na dość długi czas (Łukasz szybkiego powrotu do zdrowia!!!!!!!). Drugiego, a w zasadzie 3 dnia, w niedziele (niektórzy, przyjechali już w piątek rano, a nawet w czwartek w nocy) odbył się turniej o ostatni złoty trunek, w którym głównym sędzią został Łukasz vel. Rycerz w lśniącej zbroi. Walka była zaciekła, a kropiący deszcz nie pomagał zawodnikom. Każdy z zawodników (Bartek, Krystian, Paweł, Sylwek i Radek) stoczył 4 walki. Zawody wygrał biorący gościnny udział w naszym obozie Radek, wygrywając wszystkie walki, zaraz za nim był nasz główny instruktor Krystian, który uległ tylko zwycięzcy, na trzecim miejscu lokował się Bartek, który zwyciężył z pozostałymi zawodnikami. Po walkach odbyła się uroczysta dekoracja, na której zwycięzca oraz główny sędzia otrzymali po puszce złotego trunku.

Jako, że obóz to nie tylko treningi ale również zabawa, nie obył się bez wygłupów. Trudno o tym opowiadać, po prostu trzeba to zobaczyć.

sobota, 15 sierpnia 2009

Wykorzystanie zdobytej wiedzy.

Schodząc po walce z maty zawsze myślimy: „Mogłem to zrobić lepiej, szybciej, inaczej”, „Czemu nie zastosowałem tego czy owego?”. Jest tak nie tylko na zawodach ale również na treningach , czy zwykłych luźnych sparringach. Tak więc pytanie brzmi: Czemu nie zrobiliśmy tego tak, jakbyśmy chcieli? Oczywiście człowiek jest skonstruowany w ten sposób, że zawsze chciałby czegoś więcej ale piszę o technikach efektywnych nie efektownych. Analizując swoje krótkie doświadczenia dopiero po walce zauważam swoje błędy i wypominam sobie co powinienem zrobić w danym momencie. Skoro mam tę wiedzę, bo jednak w końcu wpadam na dane rozwiązanie, to czemu pomysł nie aktywuje się w głowie podczas walki? Można patrzeć na to w dwojaki sposób: ktoś może powiedzieć, że w ferworze walki nie myślimy logicznie, druga osoba całkowicie temu zaprzeczy i stwierdzi , że właśnie wtedy umysł pracuje wyjątkowo ostro i szybko. Staram się sobie przed sparringami powtarzać poznane techniki, które będę mógł wykorzystać, oczywiście nie dzieje się tak przed każdą „przyjacielską” rozgrywką ale chciałbym wyrobić sobie ten nawyk. Jednak nie każda technika znajdzie odzwierciedlenie w danej sytuacji. Tu pozostaje improwizacja. Jednocześnie nie chce tego nazywać w ten sposób. Improwizacja ta, powinna być wsparta pamięcią mięśniową, wręcz niemalże odruchem bezwarunkowym. Jednak by tak było, należy technikę mieć do perfekcji opanowaną. I tu zauważam problem. Niestety nie można trenować wszystkiego naraz. Najczęściej uciekamy się do technik często przez nas stosowanych. Jest to pierwszy rozbłysk w naszej głowie i bez chwili zastanowienia wprowadzamy go w życie, nawet jeśli bardziej odpowiednia była by inna dźwignia czy wyjście. Pomimo tego, iż poznajemy techniki kombinacyjne, wymagające rozplanowania kilku ruchów w przód, zmylenia przeciwnika, zmuszenia go do stworzenia dla nas luki w obronie nie stosujemy ich. Po części jest to spowodowane tym, że rzadko używamy tego typu ataków, a dodatkowo chcemy jak najszybciej zdobyć dominację nad przeciwnikiem zapominając o możliwości chłodnego i powolnego, aczkolwiek skutecznego przejęcia inicjatywy. Często zdarza się tak, że zobaczyliśmy u kogoś ciekawe wyjście, lecz bez wytrenowania go nie będziemy go w stanie użyć. Wraz z poznaniem techniki i jej częstszym stosowaniem przyjdzie szybkość jej wykonywania i dokładność. Jednak sami musimy się „zmusić” aby podczas sparringów przygotowawczych stosować poznane niedawno dźwignie, czy też rzuty, a nie liczyć ciągle na sprawdzone techniki. Oby nam wszystkim się to udawało.

Łukasz Brudniak

sobota, 18 lipca 2009

środa, 15 lipca 2009

I oboz Ryoku Dojo

10 lipca - dzień pierwszy

Równo o 9:00 czasu lokalnego cała ekipa Ryoku Dojo stawiła się na stacji PKS w Jarosławiu.
Po przywitaniu, wszyscy dziarsko ruszyliśmy do autobusu, który jak się okazało nie przejeżdżał przez miejsce przeznaczenia.
Musieliśmy, zatem poczekać na następny pojazd, który startował o 11:45. Czas oczekiwania umilaliśmy sobie rozmową i wygłupami.
Jak wspomniałem wcześniej równo z godziną za piętnaście dwunasta wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy na Radawę.

Gdy dotarliśmy na miejsce Sensei oznajmił, ze teraz czeka nas trzy kilometrowy marsz z obciążeniem. Uśmiechnęliśmy się tylko pod nosem na te jego słowa, bo w końcu jesteśmy Ryoku Dojo Team, więc dla nas taki spacerek to normalka. Po kilkunastu minutach marszu nasz cel podróży, czyli willa 110 w Czerwonej Woli został osiągnięty. Po rozpakowaniu się, nastąpiła szybka zbiórka i bieg leśnymi traktami. Po powrocie nastąpił trening techniczny.

Po treningu czekała nas wyprawa do lasu po drewno. Pożyczoną dwukółką przywieźliśmy tyle drewna, że spokojnie starczyło na ułożenie porządnego stosu, którego ułożeniem, pobłogosławieniem i podpaleniem zajął się nasz sekcyjny inkwizytor. Kiedy czarownica sobie skwierczała na stercie równo ułożonego drewna, towarzystwo zajadało się kiełbaskami
i umiała sobie czas rozmową?

···11 lipca - dzień drugi
Wcześnie z rana ruszyliśmy biegiem by rozprostować nasze zbolałe od spania materacach kości. Bieg oraz ćwiczenia rozciągające to jest to co młodzi adepci sztuk walki kochają.
Po powrocie z porannego treningu nastąpiła konsumpcja potraw, z grilla, których przysądzaniem zajął się nasz nieoceniony kucharz amator.;] Po posiłku nastąpiła krótka sjesta, podczas, której narodził się pomysł wyprawy na grzyby. Zatem jak pomyśleliśmy tak też zrobiliśmy i drużyną, w której skład wchodzili: daymio z rodziną i dwóch przybocznych, ruszyliśmy, czym prędzej na polowanie. Wyprawa trwała 1,5h i zaowocowała koszem pełnym grzybów zebranych przez Senseia Krystiana i Panią Senseiową Renatą oraz kilkoma siniakami jakie sprawili sobie nawzajem dwaj przyboczni okładając się nawzajem drewnianymi wakizashi.

Nasze przybycie do obozowiska przywitał gong w który walił nasz wierny gongkista Radek z Lechem w ręce ; ]
W czasie tego popołudniowego treningu poznaliśmy takie techniki jak gilotyna, balacha, nikio, tomaenage oraz pozycje dominujące ( to nie to o czym myślicie zbereźnicy ;)

Po treningu jak zawsze wyprawa po drewno ognisko i przysłowiowe chapnięcie kiełbaski oraz rozmowy do późnej nocy.

12 Lipca - dzień trzeci

Niestety pogoda nie dopisała. Deszcz, który padał praktycznie cały dzień uniemożliwił nam treningi na świeżym powietrzu. Kiedy deszcz przestał padać tak jak w każdy dzień ruszyliśmy po drewno do lasu, gdzie doszło do spotkania z dzikami. Na szęście demonstracja dzików była pokojowa także obyło się bez konfrontacji. ·Nasz inkwizytor jak zawsze sprawnie poradził sobie z odpaleniem stosu i nie przeszkadzało mu nawet to, że drewno było mokre. Ostatnią noc umililiśmy sobie grając w Warhammera Fantasy Role Playing.

13 lipca - dzień czwarty - ostatni

Rano nastąpiło wielkie pakowanie i przygotowania do odjazdu. Nasza sprawność i spryt pozwolili nam szybko uprzątnac obozowisko i zaoszczędzić trochę czasu, który ochoczo wykorzystaliśmy na wyprawę nad zalew. Jak okazało się na miejscu nie ma zniżek dla ponurego kosiarza.;(
Mimo to czas nad wodą spędziliśmy miło pluskając się i opalając nasze włochate pupy oraz trenując techniki pustynne. ;)
Wraz z godziną 15:45 opuściliśmy jakże gościną ziemie Radawską w świetnych humorach i nadzieja na powtórzenie zlotu za rok.


A ja ta, byłem i desepradosa z jakże zacną ekipą piłem i ta skromną relację Wam nakreśliłem :)

Paweł Kłak

zdjęcia

czwartek, 11 czerwca 2009

Dlaczego trenujemy sztuki walki?

Zaczynam tym tematem ponieważ chcę zacząć od rzeczy podstawowych, wdrożyć się delikatnie w pisanie bloga, natomiast później rozwijać bardziej szczegółowe kwestie.

Tak więc temat rzeka, tak naprawdę tyle powodów ile ludzi. Nie zdołam wymienić choćby połowy ale są przecież aspekty ciągle powtarzające się, główne nurty które kierują ludźmi by zgłębiali się coraz bardziej w sztuki walki.

Zapewne dla przeciętnego zjadacza chleba początkowo liczy się aktywność fizyczna która jest niebagatelna dla rozwoju naszego ciała. Można wymieniać w nieskończoność: dobrze zbudowana sylwetka, dobre samopoczucie, polepszenie przebiegu układu krwionośnego, pozbywanie się niekorzystnych substancji z organizmu , tworzenie nowych połączeń nerwowych i wzmacnianie starych. Poprzez treningi wzmacniamy układ kostno-stawowy i rozciągamy ścięgna, a także poprawiamy przemianę materii.

No tak, ale można dojść do wniosku, że równie dobre efekty daje siłownia, basen, bieganie czy inne sporty. Tutaj wkraczają czynniki mentalne.

Osoby spędzające większość czasu za biurkiem traktują treningi jak wyzwolenie się z męczarni i monotonii życia codziennego. Dzięki nim rozładowują napięcie i emocje kumulujące się w nich pomiędzy zajęciami, poprzez co wyciszają się, a to wpływa na ogólne opanowanie i staje się coraz bardziej efektywniejsze w życiu codziennym. Osoba trenująca jest bardziej dowartościowana robiąc dla siebie coś więcej, niż reszta społeczeństwa. Przy treningach aktywnych, wymagających ciągłej pracy ciała jak i sprawnego myślenia, szybkiego wykonywania technik czy ćwiczeń, rozwija się refleks i umiejętność poradzenia sobie w trudnych sytuacjach. Niektóre wcześniejsze problemy, natłok obowiązków czy ciągłe poczucie duszności wśród obarczających nas zadań nagle stają się błahe i łatwe do ogarnięcia. Trenując, uczymy się nie tylko pokory, zrozumienia czy współpracy ale także jesteśmy stawiani w sytuacji gdzie partner z którym ćwiczymy dobrowolnie „oddaje swoje zdrowie w nasze ręce”. Rozwija to wzajemne zaufanie a także poczucie odpowiedzialności za innych.

Po pewnym czasie okazuje się, że to nam nie wystarcza. Chcemy się rozwijać wewnętrznie przy jednoczesnym udoskonalaniu techniki. Pomimo poprawności wykonywania dźwigni, czy ciosu chcemy osiągnąć więcej, pewnego rodzaju perfekcję. Co dziwniejsze wcześniejsze założenia, że gdy zostaniemy przez kogoś zaatakowani to pokażemy mu gdzie jego miejsce, ponieważ trenujemy, zostają zastąpione myśleniem co zrobić by do takiej sytuacji nie dopuścić i jak najbardziej zminimalizować jej skutki.

Oczywiście, mamy tę świadomość, że nasze szanse gdy zostaniemy zaatakowani są większe dzięki treningom, lecz nie jest to główny cel jak myślą stereotypowo inni. Utarło się, że gdy ktoś trenuje to zapewne jest cwaniakiem i chce pokazać na co go stać. Prawda jest jednak zupełnie inna. Nawiązując do zwiększonych szans i stereotypowego myślenia. Wbrew ogólnie przyjętemu założeniu nie jest tak, że trenując wygramy każdą potyczkę. Tak naprawdę możemy ulec nie trenującej, sprawnej osobie. Jednak ćwiczymy właśnie dlatego, by do takiej sytuacji nie dopuścić i potrafić umiejętnie bronić się przed napastnikami.

Trenując wzmacniamy swój charakter. Czujemy się pewniej wśród innych ludzi, znajomych czy w chwili zagrożenia. Sytuacja w której ktoś atakuje inną osobę nie jest już obojętna czy przeznaczona dla interwencji policji. Czasami wystarczy podbiegnięcie do napastnika czy krzyknięcie w jego kierunku aby ten się wystraszył i uciekł. I tu widać jak skupia się te kilka tygodni, miesięcy czy lat treningu. Nie musi się to kończyć efektownymi uderzeniami i obezwładnieniami w razie potrzeby. Czasem wystarczy nie okazanie strachu i stawienie czoła zagrożeniu, lecz do tego trzeba impulsu, impulsu którego brakuje innym na co dzień. Taki właśnie impuls dają nam treningi sztuk walki.

Więc czy warto? Możliwe, że będziemy mieli zakwasy czy kontuzje. Możliwe, że przegramy na zawodach, że będziemy wyraźnie widzieć, iż w scenach walki przeciwnicy Bruce’a Lee czekają grzecznie na swoją kolej do zaatakowania, ale moim zdaniem jest to niewielka cena za wszystkie profity jakie dają nam sztuki walki.
Łukasz Brudniak